, podyplomowe inżynier jakości 

podyplomowe inżynier jakości

My Wilnianie « FUNDACJA ZBIORY WILEŃSKIE

Temat: Ciekawostka - kompas wyborczy
6000 za rok to kosztuja studia zaoczne. Jakosc ksztalcenia na tych studiach to tak okolo 30-40% tego co jest na dziennych. Jezeli wyksztalcenie zaocznego inzyniera kosztuje 6000 rocznie to wyksztalcenie go dobrze, na studiach dziennych bedzie kosztowac 12000. Z tego co wiem to juz teraz zaoczna stomatologia kosztuje 18000 za rok. Nie wiem ile bedzie kosztowac dzienna, ale na pewno nie mniej. Wyobrazasz sobie kogs splacajacego po studiach kredyt 50-70 tysiecy zlotych? Raczej nie, na najwazniejsze dla funkjonowanie panstwa kierunki pojda ludzie ktorym oplaca to rodzice bo ich stac oraz czesc bardzo zaradnych, ktorzy wezma kredyt a po studiach wyjada na zachod (bo przeciez nie beda go splacac z polskiej pensji). Tak czy inaczej konsekwencje beda raczej fatalne.

Owszem system ksztalcenia w Polsce przezywa powazne problemy, tym problemem jest glownie niski poziom ksztalcenia i nadprodukcja magistrow bez zadnych kwalifikacji - ale ta reforma ma zamiar te najgorsze kierunki wzmacniac i promowac! Przeciez slabosc polskich uczelni wyzszych nie tkwi w jakosci dziennych studiow na UJ, AGH, UW - absolwenci tych uczelni nie maja zadnych problemow we wspolczesnym swiecie (moze poza jednym anglista z UJ ), slabosc ta tkwi w KSW, wyzszych szkolach biznesu i tym podobnych instytucajch ktore trzebaa zamknac a nie promowac.

Zamiast wymyslac takie bzdury wystartczy likwidacja studiow zaocznych i wieczorowych (z wyjatkiem podyplomowych) - zlikwiduje to masowa produkcje studentow bez zadnych kwalifikacji i wzmocni szkolnictwo wyzsze czyniac go elitarnym w pozytywnym tego slowa znaczeniu (czyli elitarnosc wynikajaca ze stawianych wymagan a nie z ilosci kasy ktora trzeba zaplacic).
Źródło: beyondpc.pl/viewtopic.php?t=1221



Temat: "Świadectwa charakterystyki energetycznej - sukces PIIB"

Tak przy okazji kiepskich biegłych: kusi mnie nowy wątek z cytatami z opinii biegłych sądowych. opinia biegłego jest dokumentem nie chronionym przez prawa autorskie, pozostaje pytanie czy można bezkarnie podawać nazwiska autorów cytatów? pomijając grozę powszechnej niekompetencji biegłych mogło by byc troszke śmiesznie! mam spory zasób ciekawostek, murowana beczka śmiechu.
Pomysł ciekawy, ale z podawaniem nazwisk autorów (biegłych sądowych), to raczej należy się wstrzymać zanim nie wypowie się prawnik w tej materii. O ile wiem, to cytować można fragmenty publikacji podając autora, ale opinie biegłych chyba publikacjami nie są? Poza tym, i tak nie zmienimy biegłych, bo sądy przy ich wyznaczaniu kierują się jakąś tejemnicą. Nigdy nie mogłem dojść jakie są zasady i kryteria powoływania biegłych.

Co do beczki śmiechu, to faktycznie, często spotyka się śmieszne a raczej bezsensowne sformułowania u biegłych - świadczące o braku orientacji - szczególnie w nowoczesnych technologiach. Muszę przyznać, że są też biegli solidni, np. w mało znanych sobie tematach odważają się konsultować u specjalistów. Sam kilku osobom od lat pomagam lub rozwiązuję najróżniejsze tematy z zakresu fizyki budowli. Problem jakości biegłych jednak jest, ale to chyba na inny wątek.

W kwestii jakości świadectw, to milsen ma wiele racji. W obecnej metodologii jest wiele błędów merytorycznych jak też zbyt daleko idących uproszczeń. Tyle, że o tych błędach to wiedzą wyłącznie osoby z wykształceniem wyższym i to po kierunku inżynierii sanitarnej i wodnej czy ogrzewnictwa i wentylacji. Osoby przyuczone na kursach czy studiach podyplomowych a mające tytuł innej specjalności, nie mają pojęcia o błędach. Wiem, że środowisko inżynierów wystosowało niedawno list do premiera o zadziałanie w sprawie wyeliminowania błędów, ale chyba cisza.

O jakości energetycznej (tej ważnej dla EPBD) decyduje wskaźnik EP, ale dla użytkownika obiektu ta wielkość jest kompletnie bezużyteczna, bo wskaźnik EK określa zużycie energii, za którą się płaci. A w niej jest błąd i jest totalnie zaniżona, bo nie uwzględnia się w niej energii pomocniczej - zaś w EP się uwzględnia. Błędów jest więcej - np. przy obliczaniu strumienia inflitrującego przy wentylacji naturalnej oraz mechanicznej.

Na koniec podam coś śmiesznego - z tematu, o którym wcześniej pisałem, tj. skutkach dopuszczenia laików do wykonywania świadectw. Oto zapytania na forum takich osób:
"... jak powinienem zakwalifikować wymiennik pojemnościowy do ogrzania ciepłej wody jeśli chodzi o rodzaje źródeł ciepła?"
albo
"oceniane mieszkanie ma sufit (co nie jest dziwne!). Jego część jest dachem (powyżej jest taras), ale nad pozostałą częścią jest mieszkanie. Jak to liczyć?"

Pozdrawiam,
Źródło: nowy.inzynierbudownictwa.pl/forum/viewtopic.php?t=276


Temat: [Gospodarka] Rynek pracy i zarobki w woj. śląskim
tak troche od innej strony



Firmy w rękach inżynierów
Anita Błaszczak, Anita Grochola 28-05-2008, ostatnia aktualizacja 28-05-2008 01:34

Politechnika Warszawska po raz drugi najlepsza. Dyplom tej szkoły ma co dziewiąty z szefów dużych polskich firm. Absolwenci żadnej innej wyższej uczelni nie odnieśli tak wielkich sukcesów w karierach zawodowych

Paweł Urbański, prezes Polskiej Grupy Energetycznej i Andrzej Wach, prezes grupy PKP, to dwaj z 45 absolwentów Politechniki Warszawskiej – najliczniejszych w gronie szefów 500 największych polskich firm z tegorocznej listy ”Rzeczpospolitej”.

W tym roku już po raz drugi sprawdziliśmy, jakie wykształcenie mają prezesi czołowych przedsiębiorstw. I po raz drugi w zestawieniu wygrały uczelnie techniczne, na czele z PW. Studia techniczne ma ponad połowa z 408 sprawdzonych przez nas szefów największych firm. Mniej liczną grupę (16-17 proc.) stanowią absolwenci uniwersytetów i szkół ekonomicznych, wśród których liderem jest warszawska SGH.

Tylko 10 szefów skończyło którąś z prywatnych wyższych szkół w kraju. Dyplomy zagranicznych uczelni ma 18 prezesów, czyli 4 procent sprawdzonych przez nas firm. W tej grupie jest np. Józef Wancer, prezes Banku BPH i Piotr Walter, prezes grupy TVN.

Co piąty ze sprawdzonych w tym roku prezesów ma za sobą drugie studia, najczęściej podyplomowe. Dziewięcioro szefów może się pochwalić dyplomem MBA. Jednym z nich jest Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes PTK Centertel, która karierę zawodową zaczęła od dyplomu Akademii Muzycznej w klasie fortepianu. Potem studiowała w London School of Economics, Krajowej Szkole Administracji Publicznej, a przed trzema laty ukończyła studia MBA w prestiżowej szkole biznesu INSEAD.

Czy wykształcenie muzyczne jej pomaga? – Tak, bo oznacza analityczne podejście do każdego problemu, abstrakcyjne myślenie, kreatywność i dążenie do perfekcji. Konkurenci mówią, że jestem nieprzewidywalna i to jest efekt studiów muzycznych – uważa szefowa PTK Centertel.

Bazowe wykształcenie humanistyczne zdobyte na KUL uzupełniał też za granicą Andrzej Klesyk, prezes PZU, który ma dyplom MBA z Harvard Business School. Jego zdaniem, na polskich uczelniachwymaga się, by większość informacji została ”wykuta” na pamięć. Na Zachodzie chodzi o umiejętność praktycznego wykorzystania wiedzy. Na Harvardzie na egzamin można przynieść wszelkie pomoce naukowe np. podręczniki, laptop. Chodzi o to, by umieć je wykorzystać – wspomina szef PZU.

Jak ocenia Agnieszka Jabłońska, szefowa firmy IIC Partners, specjalizującej się w rekrutacji menedżerów, wraz z wiekiem kandydata do pracy maleje znaczenie jakości jego dyplomu. Bardziej liczą się osiągnięcia i dodatkowe kwalifikacje, np. dyplom MBA.



Firmy w rękach inżynierów
Anita Błaszczak, Anita Grochola 28-05-2008, ostatnia aktualizacja 28-05-2008 01:34

Techniczne kuźnie prezesów
Anita Błaszczak, Anita Grochola, Anna Cieślak-Wróblewska 28-05-2008, ostatnia aktualizacja 28-05-2008 01:54

Polskimi firmami rządzą inżynierowie. Co drugi prezes dużej spółki ukończył politechnikę. Najczęściej w Warszawie

– Nasza politechnika daje solidną podstawę do pełnienia stanowisk kierowniczych. Zapewniamy wykształcenie na europejskim poziomie i dobre przygotowanie informatyczne. Standardem jest znajomość języków obcych – mówi prof. Włodzimierz Kurnik, rektor Politechniki Warszawskiej.

Dyplom PW ma co dziewiąty prezes z tegorocznej Listy 500 największych przedsiębiorstw „Rzeczpospolitej”.

Natomiast co 14. z 408 szefów, którzy odpowiedzieli na naszą ankietę, ukończył krakowską Akademię Górniczo-Hutniczą. Niewiele mniej ma za sobą studia na Politechnice Śląskiej w Gliwicach.

Natomiast lider wśród uczelni ekonomicznych, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, uplasował się w tym roku na trzecim miejscu. Jego dyplom ma co 14. z szefów firm. Trzeba jednak pamiętać, że o ile Politechnikę Warszawską kończy co roku około 5 tys. osób, o tyle liczba absolwentów SGH nie przekracza 1000.

Tegoroczne wyniki po raz kolejny potwierdzają mocną pozycję inżynierów w zarządach polskich przedsiębiorstw. Absolwenci uczelni technicznych to 51 proc. szefów dużych firm. Jest ich wyraźnie więcej niż przed rokiem. Wtedy dyplomami uczelni technicznych mogło się pochwalić 38 proc. szefów. Co piąty z nich miał wówczas za sobą uniwersytet albo szkołę ekonomiczną. W tym roku takie wykształcenie miał co szósty prezes.

Czy to dobrze, że to właśnie inżynierowie rządzą polską gospodarką? – Samo w sobie nie jest to złe, pod warunkiem że ci prezesi są przygotowani do nowoczesnego zarządzania i inżynierii finansowej. Dzisiaj podstawowym warunkiem sukcesu w biznesie są wrażliwość rynkowa, umiejętności strategicznego myślenia, analizy rynku i budowania zespołu – twierdzi prof. Krzysztof Opolski z Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Warszawskiego. – Wielu z prezesów inżynierów dawno już zapomniało, czego się uczyli na studiach. Często mają dodatkowe wykształcenie, które pozwala na większą elastyczność w działaniu – dodaje prof. Opolski.

Jego opinię potwierdza wykształcenie prezesów z naszego rankingu. Co piąty z nich ma za sobą drugie studia, najczęściej podyplomowe. Jednak tylko co 40. szef może się pochwalić dyplomem MBA.

Oprócz inżynierów wśród prezesów największych polskich firm są historycy, politolodzy, absolwenci Akademii Muzycznej i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

– Studia na KUL dały mi bardzo dużo. Zacząłem od filozofii, ale ostatecznie ukończyłem ekonomię. To był trafny wybór, bo wtedy wykładali tam profesorowie, którzy mieli zakaz pracy na uczelniach publicznych. Od nich nauczyłem się ekonomii wolnego rynku – wspomina Andrzej Klesyk, prezes PZU.
Źródło : Rzeczpospolita


Źródło: forum.gkw24.pl/viewtopic.php?t=349


Temat: Bezrobocie
Pracownik otrzyma prawie 9 tys. zł na studia podyplomowe

Fundusz Pracy zapłaci za studia bezrobotnych, zwalnianych pracowników i osób po 45 roku życia. We wrześniu okaże się, które uczelnie otrzymują środki unijne na prowadzenie studiów podyplomowych. Eksperci uważają, że ze względu na sytuację na rynku pracy najbardziej potrzebne byłoby kształcenie zawodowe.

UE

Rząd chce zmienić zasady finansowania studiów podyplomowych dla bezrobotnych i niektórych pracowników. Przewiduje to rządowy projekt nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Zgodnie z nim będą oni mogli otrzymać prawie 9 tys. zł na sfinansowanie swojej nauki. Wszyscy pracownicy będą natomiast mogli skorzystać z dopłat do studiów podyplomowych ze środków unijnych. Zdaniem ekspertów, choć nowe zasady finansowania studiów podyplomowych spowodują, że więcej pracowników niż dotychczas podejmie naukę, to nie będzie to miało wpływu na sytuację na rynku pracy.

9 tys. zł na studia
- O dofinansowanie do studiów podyplomowych będą mogli starać się bezrobotni, osoby, które są w okresie wypowiedzenia umowy z przyczyn dotyczących zakładu pracy, zatrudnione u pracodawcy zagrożonego upadłością i te, które ukończyły 45 lat - mówi Czesława Ostrowska, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Na ich wniosek starosta będzie mógł sfinansować nawet w całości z Funduszu Pracy koszty takich studiów, pod warunkiem że nie będą one przekraczać 300 proc. przeciętnego wynagrodzenia, tj. 8,8 tys. zł. Obecnie może pokryć 75 proc. kosztów takich studiów, ale tylko bezrobotnym. Osoba, która w trakcie studiów podejmie pracę, nie będzie musiała zwracać pieniędzy. Ponadto w okresie nauki otrzyma stypendium w wysokości 20 proc. zasiłku dla bezrobotnych.

Studia finansowane przez UE
Fundusz Pracy to nie jedyne źródło finansowania studiów podyplomowych dla pracowników. Już w lutym 2009 r. będą oni mogli podjąć tanie studia współfinansowane ze środków unijnych. Sami zapłacą 20 proc. ich kosztów. Pozostała część (80 proc.) zostanie sfinansowana ze środków unijnych, którymi administruje Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości.

- Na taki wydatek stać wielu pracowników - mówi doktor Lesław Piecuch, prezes Stowarzyszenia Edukacja dla Przedsiębiorczości.

Na przykład średni koszt dwóch semestrów nauki na Uniwersytecie Warszawskim wynosi 3-3,5 tys. zł. Za studia z prawa medycznego i bioetyki trzeba zapłacić 3,5 tys. zł, z dziennikarstwa i komunikacji społecznej - 4,3 tys. zł.

Zdaniem Marka Rymszy z Instytutu Spraw Publicznych częściowa odpłatność za studia jest dobrym rozwiązaniem, bo stanowi gwarancję, że pracownicy będą poważnie traktować studia, by je ukończyć.

Pracownicy, żeby je podjąć, nie będą musieli posiadać obowiązkowego skierowania od pracodawcy.

- Wystarczy, że przedstawią na uczelni zaświadczenie o zatrudnieniu i wpłacą pieniądze odpowiadające 20 proc. kosztów studiów - mówi Monika Karwat-Bury, rzecznik Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Dotychczas, żeby podjąć studia współfinansowane ze środków unijnych, trzeba było mieć skierowanie od pracodawcy.

- We wrześniu zostanie rozstrzygnięty konkurs i będzie wiadomo, które uczelnie otrzymają pieniądze unijne - mówi Monika Karwat-Bury.

Zmarnowane pieniądze
Zdaniem Jana Rutkowskiego, głównego ekonomisty w regionie Europy Centralnej Banku Światowego, nowe zasady finansowania studiów podyplomowych nie zmienią sytuacji na rynku pracy.

- Firmy nie poszukują osób po studiach podyplomowych - mówi.

Z badań przeprowadzonych przez firmę Manpower wynika, że na rynku brakuje przede wszystkim wykwalifikowanych pracowników fizycznych, szczególnie: elektryków, cieśli, murarzy, stolarzy, hydraulików, spawaczy. Na drugim miejscu są kierowcy, na trzecim technicy, w szczególności produkcyjni i inżynieryjni. Następnie inżynierowie. Nadal brakuje pracowników w takich branżach, jak obsługa klienta czy gastronomia i hotelarstwo. Poszukiwani są również pracownicy produkcji i przedstawiciele handlowi. Pierwszą dziesiątkę zamykają asystenci i pracownicy sekretariatu.

Jak łatwo zauważyć, inżynierowie są jedyną grupą pracowników znajdujących się w pierwszej piątce, którzy posiadają wyższe wykształcenie.

- Nie ma studiów podyplomowych kształcących inżynierów - podkreśla jednak Zbigniew Żurek z BCC.

Z danych PARP wynika, że szkoły wyższe oferują studia na takich kierunkach, jak finanse i rachunkowość, marketing, reklama, komunikacja i public relations, a także prawo i administracja, zarządzanie zasobami ludzkimi, zarządzanie jakością, wycena nieruchomości, zarządzanie w biznesie, w oświacie, w służbie zdrowia.

Zdaniem Zbigniewa Żurka obecnie studia podyplomowe nie tylko nie odpowiadają na potrzeby rynku pracy, ale również w niewielkim stopniu dają konkretne umiejętności. Często służą jedynie zdobyciu formalnych uprawnień.

- Z punktu widzenia potrzeb rynku pracy lepiej zamiast finansować studia podyplomowe, przeznaczyć pieniądze na szkolenia dla pracowników - mówi.

Także według Jana Rutkowskiego pomoc finansowa nie powinna być kierowana do osób z wyższym wykształceniem.

- One raczej nie mają problemu ze znalezieniem pracy - mówi.

Potwierdzają tę opinię dane GUS. Wynika z nich, że w I kwartale 2008 r. najniższe bezrobocie było wśród osób z wyższym wykształceniem (4,1 proc.).

20 proc. ceny studiów podyplomowych opłaci pracownik

Autor: Paweł Jakubczak

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2008-08-19



http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/3 ... omowe.html
Źródło: forum.investmap.pl/viewtopic.php?t=66